Poprzedni tydzień nie rozpoczął się nazbyt pozytywnie, a wszystko z powodu premiery jednego z najbardziej znanych producentów elektroniki użytkowej. Czy prócz tego działo się jeszcze coś interesującego? Zapraszam do lektury!

 

 

Na pierwszy ogień warto, a nawet wypadałoby wspomnieć o wycieku nader interesujących informacji odnośnie nowego „Piksela” od wujaszka Google. Mowa tutaj rzecze jasna o czwartej odsłonie tej wyjątkowej serii smartfonów, która cechuje się ponadprzeciętną specyfikacją oraz czystym i niezwykle długo wspieranym softwarem. Otóż, w sieci pojawiło się nagranie ilustrujące prezentację oraz rzeczonego smartfona. Niestety, ale nagranie (czego można było się spodziewać) zostało szybko skasowane, ale jeszcze pozostały nam co najmniej grafiki. Co możemy na nich dostrzec? Duże podobieństwo do iPhone’a 11… no, oprócz braku notch’a. Niewątpliwym plusem jest i wyróżnikiem w stosunku do produktu Apple, znacznie mniejsze ramki otaczające ekran. Ponadto, w Google Pixel 4 pojawi się Pixel Themes, obsługa przy pomocy gestów, Asystent Google oraz aparat z trybem nocnym i funkcją odpowiadającą za fotografowanie ciał… niebieskich! Kiedy premiera? Szykujcie się na pixdzier… październik!

Lubicie być stale lokalizowani? Za nic macie sobie odrobinę prywatności i chętnie dzielicie się tym, co i gdzie akurat robicie? Na pewno znajdą się tacy, którzy jeszcze choćby w części chcą pozostać anonimowi, ale… Facebook prawdę Wam powie i do udostępniania lokalizacji Waszej zachęci! Dlaczego? Wszystko dla naszego dobra! Z pewnością zapytacie, no jak to? Otóż, wg oficjalnych założeń inżynierów od FB, przy włączonej lokalizacji, aplikacja będzie… działała lepiej! Cokolwiek by to nie znaczyło, nie brzmi nazbyt racjonalnie i tak też jest. Dzięki włączonej aktualizacji, FB będzie w stanie zaoferować „lepiej pasujące” do naszych potrzeb reklamy, na których firma Zuckerberga z pewnością zarabia niemałe pieniądze. Włączyliście już lokalizację?

Apple należy do tych producentów, którzy zwyczajnie nie pier… nie ceregielą i uderzają z grubej rury! Gigant z Cupertino nie lubi konkurencji i m. in. to pokazał w dniu premiery iPhone’a 11,  która przypadła na 10-ego września. Jak wszyscy dobrze wiemy, ceniące się portale i youtuberzy postanowili poprzez streming, zwyczajnie relacjonować oficjalny event. Niestety, ale tego typu zagrań i zwyczajnie powstrzymało wszystkie relacje na żywo z owego wydarzenia. Wszyscy na pierwszym miejscu winią Apple, ale to przecież pracownicy YouTube (a raczej ich algorytmy) zbanowały wspomniane transmisje z koniecznością abstynencji w tego typu działaniach na okres trzech miesięcy! Czy była to wyraźna prośba ze strony Apple czy też pokłosie ACTA2.0? Tego nie wiemy, ale co ciekawe, nawet portale mające oficjalne zezwolenie na „reportaż” z wydarzenia nie zrobiły większego wrażanie na administracji YouTube. Co Wy o tym sądzicie, która opcja jest bardziej prawdopodobna?