Już niecały miesiąc pozostał do Świąt Bożego Narodzenia, a przed nami wielkimi krokami zbliża się Black Fiday. Macie już na oku jakąś ciekawą promocję? Tak? Jednak zanim cokolwiek zrobicie, rzućcie okiem na newsy zeszłego tygodnia!

 

 

Czyżby Samsung pragnąłby szarpnąć coś dla siebie ze smartfonowego rynku dla graczy? Niewykluczone, ze ten koreański gigant pragnie pójść śladem Razer Phone’a i Xiaomi Black Sharka, które znajdują się kręgu zainteresowań mobilnych graczy. Wydawałoby się, że ten rynek nie jest tak bogato rozwinięty, a jednak panowie z Korei chcą coś przez to osiągnąć. Bowiem, nie tak dawno w szeroko pojętym internecie pojawił się screen świadczący o możliwości wyboru częstotliwości odświeżania pomiędzy 60 a 120 Hz. Podobno jeden z betatesterów softu Note’a 9 odkrył takową możliwość. Problem jednak w tym, że żaden smartfon nie oferuje ekranu o tak wysokim współczynniku odświeżania. Stąd podejrzenie, że to Samsung Galaxy S11 będzie wyposażony w 120 Hz ekran.

Myślicie czasem o bezpieczeństwie? Bierzecie pod uwagę to, że Wasz aparat może stać się cennym źródłem informacji dla potencjalnego cyberprzestępcy? No, właśnie. Okazuje się bowiem, że system Android, który znajduje się w urządzeniach z serii Pixel zawiera pewną lukę, a konkretnie podatność na ataki o nazwie „CVE-2019-2234”. Nie cieszmy się przedwcześnie, gdyż sprawa dotyczy także posiadaczy słuchawek od Samsunga! Przechodząc do sedna sprawy, potencjalny hacker może w łatwy sposób robić zdjęcia i nagrywać filmy niczego nie świadomym użytkownikom. Ponadto, za sprawą uprawnień do zapisywania, cyberprzestępca może przeglądać nasze materiały filmowe i zdjęcia również. Jak wiadomo, wszyscy nagrywamy i robimy fotki różnym charakterystycznym miejscom, ale nierzadko dokumentom, które mogą zawierać tzw. dane wrażliwe. Nikt z nas nie chciałby dostać informacji o zaciągniętym kredycie, nieprawdaż? Co ciekawe, sprawa wypłynęła jeszcze w lipcu, ale łatka likwidująca lukę pojawiła się dopiero… 19 listopada.

Amerykanie grożą palcem, ale… jednak się wahają? Spór między Chinami i USA trwa w najlepsze, ale największym wygranym miała tutaj być właśnie Ameryka. Jednak coś tutaj nie idzie do końca po myśli wielkiego brata zza oceanu, gdyż administracja Donalda Trumpa postanowiła przesunąć termin całkowitej blokady współpracy rodzimych amerykańskich firm z tymi, które znajdują swoje korzenie w Państwie Środka. Warto mieć na uwadze, że nie jest to już pierwszy raz, kiedy rząd USA decyduje się na przesunięcie owych obostrzeń o kolejne trzy miesiące. Cóż, Amerykanie zdają sobie z sprawę z tego, że ichniejsze urządzenia są składane w Chinach, a w nich zawarte są również tamtejsze części. Ponadto, spora część obywateli USA korzysta ze sprzętu od firmy Huawei i nie łatwo jest im się „przesiąść” na jakąś alternatywę. Więc, kto na tym tak na prawdę traci? USA rzekomo broniące świata przed inwigilacją Chin, czy chiński gigant, który i tak znajdzie rynki zbytu swoich urządzeń? Oceńcie to sami!